Wielki Post 2026

Atmosfera Wielkiego Postu niewątpliwie wiąże się mocno z tematem Męki Pańskiej, czyli z tematem pasyjnym. Temat ten wchodził stopniowo do świadomości wierzących w Kościele na przestrzeni wieków i to nie od samego początku.

Nie możemy powiedzieć, że został wprowadzony odgórnie, jakimś dekretem papieskim. Pojawiał się on stopniowo w modlitwach i praktykach wielkopostnych, by od XVIII wieku zdominować atmosferę tego czasu. Możemy więc zastanowić się, co powodowało myślą wierzących, że tak mocno przylgnęli do tego, co nigdy nie jest łatwe: do przyjęcia, do rozważania cierpienia i śmierci. Spójrzmy jednak króciutko na historię formowania się całej atmosfery Wielkiego Postu.

Przygotowanie do Wielkanocy tworzyło się stopniowo. Od tygodnia poprzedzającego niedzielę Paschy, rozwinęło się do 40 dni już w drugiej połowie IV wieku, a w późniejszych wiekach powstało jeszcze przedpoście. Wyrastało to z potrzeby naśladowania Chrystusa, który dał nam przykład przygotowania do walki ze złym duchem. W tym początkowym okresie koncentrowano się na poście i pokucie zmierzającej do nawrócenia. Było to szczególnie ważne w przypadku przygotowujących się do Chrztu świętego, ale także było konieczne w przypadku dorocznego odnowienia tego sakramentu przez wierzących w czasie nocy paschalnej.

W V wieku coraz powszechniej pojawia się znak Krzyża Chrystusa, który oczywiście eksponuje Jego mękę i śmierć, ale przede wszystkim Jego zwycięstwo nad złem i nad śmiercią. Chrześcijanie zaczynają chlubić się Krzyżem naszego Pana. Wymownym przykładem jest tutaj hymn Vexilla Regis, którego piękne tłumaczenie mamy w pieśni Króla wznoszą się znamiona. Jest to głęboko teologiczna refleksja o tajemnicy Krzyża Zbawiciela. Autor widzi tutaj Króla, który narzędzie swojej męki zamienia w zbawienne lekarstwo dla człowieka. Jest to oczywiście dzieło całej Trójcy Najświętszej. W podobny sposób wyraża się wiara Kościoła także w innych pieśniach o Krzyżu świętym, który jest pojmowany jako skuteczna pomoc dla wierzącego na drodze nawrócenia i pokuty.

Wieki średnie wnoszą kolejny aspekt do wielkopostnej modlitwy. Do rodziny chrześcijańskiej wchodzą wtedy nowe ludy z północy Europy i potem także ludy słowiańskie. Ich mentalność była nieco odmienna od kultury Rzymian. Tu zwraca się więcej uwagi na uczucia, które spełniają bardzo ważną rolę w życiu człowieka. Ponadto wojny i kataklizmy wieków IX do XI pogłębiały myślenie o cierpieniu, śmierci i kruchości życia człowieka. Zaczęto więc szukać wsparcia duchowego w jednoczeniu się z cierpiącym Zbawicielem. A człowiek wierzący był świadomy, że cierpienie, w tym i cierpienie Jezusa Chrystusa, było spowodowane przez grzech człowieka. W XII wieku zaczęły pojawiać się nabożeństwa upamiętniające mękę Jezusa Chrystusa. Przynosili je krzyżowcy wracający z Jerozolimy. Coraz bardziej dojrzewała konieczność przynoszenia własnego cierpienia do cierpiącego Zbawiciela. Dlatego pojawiły się bractwa pokutników, biczowników. Niektórych form Kościół musiał nawet zakazać. Dobrowolnie podjęte wyrzeczenie i cierpienie umacniało człowieka w cierpieniu, które na niego spadało. Z tego okresu pochodzą krzyże w przedsionkach starych kościołów, często z napisem „Witaj Krzyżu” (Ave o Crux). W ten sposób naśladowano św. Andrzeja Apostoła, który miał wypowiedzieć te słowa gdy postawiono go przy krzyżu, do którego miał być przybity. Zauważmy jak często te krzyże są „wyszlifowane” od dotykania i całowania przez wiernych.

W późniejszych wiekach pojawiają się Kalwarie, które umożliwiają wiernym naśladowanie Chrystusa w Jego drodze męki. Te praktyki pobożne rodziły się z potrzeby serca człowieka, często doświadczonego ciężkimi chorobami i nieszczęściami. Niejako stawiając stopy w symboliczne ślady Pana Jezusa, szukano sposobu na umocnienie w trudnościach i odzyskanie nadziei. Bo Chrystus cierpiał, ale przecież zwyciężył zło. Razem z Chrystusem i nasze trudne doświadczenia nabiorą nowego znaczenia. On jest Bogiem. Warto zauważyć, że razem z nabożeństwami pasyjnymi rozwijają się także różne formy nabożeństw wielkanocnych, o czym też nie można zapomnieć.

Nie możemy w naszej refleksji pominąć polskiego nabożeństwa Gorzkich Żali. Od XVIII wieku jego piękne strofy i rozbudowane lokalnie melodie poruszają serca. W nich wypowiada się człowiek niosący ciężar swoich słabości moralnych, ale także i ciężar własnego cierpienia. Tam człowiek łatwo odnajduje siebie przy Jezusie i Matce Najświętszej. Jakże wymowne są słowa „Pobudki”: Jezu mój, we krwi ran swoich obmyj duszę z grzechów moich! Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść męki Twej wchodzę.

Czy i dzisiaj nabożeństwo ku czci Męki Pańskiej, w swoich różnorodnych formach, może być propozycją dla człowieka naszej epoki? Widzimy jak ucieka się obecnie od cierpienia i ukrywa fakt śmierci bliskich wobec dzieci. Ale czy można od tych doświadczeń uciec? Próby ucieczki prowadzą do psychozy, depresji i innych smutnych konsekwencji. A może to właśnie przed wierzącymi staje dzisiaj wyzwanie, aby mądrze i pobożnie przeżywać te nabożeństwa, a wtedy staną się przekonującym świadectwem dla potrzebujących pomocy. Wierzący, sami umocnieni tym doświadczeniem duchowym mogą zaświadczyć o mocy tego „lekarstwa”. Przecież te nabożeństwa powstawały z potrzeby serca człowieka w cierpieniu, gdy szukano prawdziwej nadziei i sensu w tym, co ich spotyka. Człowiek wierzący odnajdywał tu siebie i wspomagany przez Zbawiciela uczył się przezwyciężać zło, które go obarczało. Może dzisiaj brakuje owego spojrzenia z wiarą na Chrystusa Zbawiciela. Człowiek coraz częściej liczy tylko na samego siebie. W pewnym momencie to już nie wystarcza. Niech więc wierzący praktykują z całym sercem i wiarą te nabożeństwa, a ich doświadczenie niech udziela się dzisiaj także innym potrzebującym tego. Nabożeństwa te tworzą klimat duchowy, który rozprzestrzenia się w danym środowisku.

Pięknym akcentem w przeżywaniu Światowych Dni Młodych na całym świecie jest dostrzeganie znaku Krzyża świętego i ikony Matki Bożej. Gdy człowiek widzi tylu młodych, którzy z wiarą przytulają się do krzyża trudno wtedy nie przeżyć wzruszenia. To nie jest jedna czy druga osoba, ale setki i tysiące młodych, którzy dotykają krzyża z większą lub mniejszą wiarą. Tam gdzie nasze nabożeństwa pasyjne nieco spowszedniały, zostały sformalizowane, wymagają odświeżenia ich zasadniczej motywacji. Rozbudzone szlachetne ludzkie uczucia pozwalają się zbliżyć do Jezusa Chrystusa, który jest Człowiekiem, ale i Bogiem, naszym Zbawicielem. Przeszkodą nie jest tu stary język naszych pieśni pasyjnych, ale raczej brak odniesienia do Niego, jedynego Zbawiciela człowieka.

Jedna z modlitw w Mszale Rzymskim podpowiada nam istotny aspekt naszej wiary: abyśmy trwale włączeni w cierpienia Chrystusa, szczęśliwie doszli do chwały zmartwychwstania. A inna dopowiada dalej: abyśmy jako uczestnicy cierpień Chrystusa zostali napełnieni radością, gdy objawi się w chwale. Oczywiście warto naszą refleksję zakończyć jeszcze myślą św. Pawła: Dopełniam w moim ciele braki cierpień Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół (Kol 1,24). I to jest ważne, by pamiętać iż moje cierpienie, lub po prostu świadomie podjęte wyrzeczenie, przeżywane wraz z Jezusem, może przyczynić się dla dobra duchowego innych w naszej wspólnocie.

ks. Stanisław Mieszczak SCJ