Cykl „Głos Serca” tworzą teksty sercańskich misjonarzy krajowych, którzy dzielą się doświadczeniem i owocami swojej posługi. Zapraszamy dziś do przeczytania drugiej części świadectwa ks. Wiesława Pietrzaka SCJ.
Po dwóch latach pracy na parafii zamieszkałem w domu misyjnym w Tarnowie i od tego czasu przez wszystkie lata byłem zaangażowany w tę pracę. I, Bogu dzięki, trwa ona do dziś.
Wtedy prawie cała grupa misyjna mieszkała w Tarnowie, kilku misjonarzy w Krakowie, w domu macierzystym i pojedyncze osoby w innych wspólnotach.
Przez te wszystkie lata Bóg pozwolił mi wyjeżdżać ze wszystkimi misjonarzami i starszymi i młodszymi z wyjątkiem jednego ks. Sidełki SCJ. Miałem przegląd osobowości, stylów głoszenia i kapłańskich postaw, które są równie ważne, jak treść głoszonych kazań. Sam, z biegiem lat, gdy do grupy przyjmowano nowych, młodych misjonarzy mogłem, bazując na przykładzie, jaki sam otrzymałem, dzielić się z tymi, którzy chcieli się uczyć i korzystać z tego bogactwa i z tego doświadczenia.
Bogu dziękuję, że grupa misjonarzy, do której wstępowałem, była zjednoczona wokół jednego celu – głoszenia Królestwa Serca Jezusowego. Od początku jej istnienia żywe pozostawały ideały, które nadawały sens i kierunek tej posłudze.
Coroczna wewnętrzna formacja, zjazdy, spotkania mocno wpływały na poziom wszystkich i każdego z osobna. Poza tymi momentami formacji najcenniejsze były osobiste spotkania, dzielenie się po bratersku tym, co starszy misjonarz mógł zaoferować młodszemu.
Nigdy nie zapomnę jednego z takich późnych wieczorów. Wróciłem około północy z trudnej pracy misyjno-rekolekcyjnej. Gdy zobaczył, że w moim pokoju jeszcze pali się światło, wszedł ks. Lucjan Kurpas SCJ i powiedział: „Jestem tak zdenerwowany, że nie mogłem kluczem otworzyć drzwi”. Usiadł i niemal do rana rozmawialiśmy, dzieląc się doświadczeniami ze swoich rekolekcji i misji. Takie chwile budowały między nami więź braterską i misyjną. To właśnie w takich rozmowach dojrzewała wspólnota naszej grupy.
Choć przez 45 lat mojego kapłaństwa pełniłem także inne obowiązki zakonne: byłem na studiach, pełniłem rolę ojca duchownego w seminarium i inne funkcje zakonne – to nie ma roku, w którym nie głosiłbym misji i rekolekcji w mniejszym czy większym wymiarze. To dar i łaska Boża, która trwa do dziś i za którą codziennie Bogu dziękuję.
Dziękuję za dom misyjny w Tarnowie, w którym mieszkałem, jako misjonarz, dwa razy. Atmosfera tego domu, którego wspólnotę tworzyli prawie wyłącznie misjonarze, wspólne tematy, wspólne spotkania, dzielenie się radościami i smutkami misji i rekolekcji – to mam w pamięci do dziś i wiem, że ta właśnie atmosfera, ci współbracia misjonarze wywarli na mnie największy wpływ, zachęcając do tej pracy i dając przykład ofiarnej posługi i gorliwości dla chwały Serca Jezusowego.
W tę posługę włączali się wtedy wszyscy mieszkańcy domu tarnowskiego. Starsi, którzy za głoszących się modlili i przełożony, który czekał na powracającego, często w nocy, misjonarza, wcześniej napaliwszy mu w pokoju w piecu, aby mógł odpocząć w cieple. Tym przełożonym był wtedy ks. Antoni Kotlarczyk SCJ.
A rano niezapomniana „kawa w pokoju tegoż przełożonego”, gdzie było braterskie dzielenie się tym, co każdy przeżył w czasie pracy rekolekcyjnej.
Ta atmosfera jest nie do przecenienia. To ona stoi u podstaw owocności i zapału do tej posługi. Nie w samochodach, w środkach audio-wizualnych, nie w sztucznej inteligencji, ale w sercu współbrata, którego drzwi do pokoju zawsze były otwarte, który zawsze przyjął i wysłuchał, i doradził, i porozmawiał, i podzielił się z młodszym swoim doświadczeniem. W tym była i jest - wierzę w to mocno - moc i siła oddziaływania misyjnego Księży Sercanów na misjach i rekolekcjach. Szkoda, że dziś, tak się wydaje, drzwi do pokojów współbraci nie są już tak szeroko i życzliwe otwarte.
Dziękuję więc Bogu za Tranów, za inne wspólnoty, w których doświadczałem od współbraci misjonarzy - i nie tylko - takiej samej życzliwości i zrozumienia.
Wiedza o głoszeniu Słowa Bożego, doświadczenie starszych misjonarzy, przykład zachowania się na ambonie i na plebaniach, ale nade wszystko ogromne serce braterskie, serce otwarte i dzielące się doświadczeniem dla dobra grupy misyjnej, to jest moje bogactwo, które ukształtowało mnie jako misjonarza sercanina. Do tego dodać trzeba jeszcze trud, poświęcenie, ofiarność tej posługi. Były to czasy i okoliczności, które dla dzisiejszego młodego misjonarza są trudne do wyobrażenia. Zawsze widziałem u współbraci ducha ofiary i wynagrodzenia w pokonywaniu tych obiektywnych trudności, zaczerpniętego od Ojca Założyciela. (...)
ks. Wiesław Pietrzak SCJ
Głos Serca - Świadectwo pracy misyjno-rekolekcyjnej, część 1.