Chrystus - tak, Kościół - nie! Czy na pewno?

Dzisiejszy świat niesie ze sobą wiele wyzwań i wiele zamieszania, czego owocem jest chociażby kryzys tożsamości. Kto wie, może zaczyna się on wówczas, gdy człowiek doświadcza kryzysu tożsamości Boga?

Św. Jan Paweł II zauważył, że „Człowiek nie może zrozumieć siebie bez Chrystusa” (Warszawa, 02. 06. 1979r.). Już współcześni Jezusowi mieli problem z rozpoznaniem Go (por. J 7, 1-2.10.25-30). A zatem warto postawić sobie pytania: kim dla mnie jest Jezus Chrystus? A idąc nieco dalej w toku tego rozumowania wiary: jak postrzegam Kościół? Z pozoru wydaje się, że te kwestie dotyczą różnych rzeczywistości wiary. Czy na pewno?

Mieszkańcy Jerozolimy przedstawiają żydowski sposób wyobrażeń dotyczących Mesjasza: „gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest” (J 7,27). Ukazuje to poniekąd napięcie między Mesjaszem „znanym”, który ma pochodzić z rodu Dawida (por. 2 Sm 7,12–16), urodzi się w Betlejem (zob: Mi 5,1) a „ukrytym”, którego pojawienie się jest tajemnicze (Talmud, midrasze), nie pozostaje rozpoznany przez Izraela jako Sługa Pański u proroka Izajasza.

Również dzisiaj bywają różne wyobrażenia o Chrystusie: od Jezusa w ujęciu „emocjonalno-ckliwym” po Jezusa społecznego rewolucjonistę. Zapewne każde ujęcie ma swoich zwolenników i przeciwników. Natomiast pytanie, które tu się pojawia brzmi: czy te idee prowadzą do poznania Chrystusa? Do Jego poznania prowadzi jedynie spotkanie z Nim. Papież Franciszek w Evangelii gaudium pisze: „Radość Ewangelii napełnia serce i całe życie tych, którzy spotykają się z Jezusem”. Zatem potrzeba spotkania, aby to On sam „Logos” (gr. Słowo) Ojca objawiał człowiekowi prawdę o sobie. Czy człowiek XXI wieku ma czas na takie spotkanie? A jednak od tego będzie też zależało, w jaki sposób będzie on postrzegał świat, rzeczywistość w której żyje, Kościół…

Sługa Boży ks. Dolindo Ruotlo zwykł mawiać „Kościół to Chrystus” - jest to echo słów św. Pawła Apostoła o Mistycznym Ciele Chrystusa (por. 1 Kor 12,12–27). I znowu warto się tu zatrzymać, aby zrozumieć, że prawdziwy obraz Chrystusa można odnaleźć we wspólnocie, którą jest Kościół. Jednak można przypuszczać, że i to stwierdzenie znajdzie swoich zwolenników i przeciwników. A warto się zastanowić nad tym, czy poznanie Mesjasza uzależnione jest od ludzkiego widzimisię czy jednak źródło jego poznania jest w Nim samym? I bez względu na to, czy coś mi się podoba, czy nie, przyjmuję prawdę obiektywną. Bez względu na to, czy grzechy Kościoła mnie gorszą, czy nie, przyjmuję objawienie, które pokazuje prawdę o tym, do czego jestem prowadzony w Kościele i przez Kościół – przez Chrystusa.

Paradoksem logicznym jest popularne stwierdzenie: „Chrystus – tak, Kościół – nie!”; ono zaprzecza samo sobie, gdy zrozumie się prawdę o Chrystusie obecnym w Kościele, obecnym aż do skończenie świata (por. Mt 28,20b). Jakimś duchowym rozdwojeniem jest miłość do Jezusa, a odrzucanie Kościoła. Oczywiście, w Kościele nie powinno być zgorszeń, grzechów, czynów, które odbiegają od ideału Ewangelii, niestety świat, w którym istnieje Kościół nie jest idealny i sama wspólnota nie jest idealna, a jednak nie zmienia to faktu, że w niej właśnie odkrywamy prawdziwego Jezusa, który niesie odkupienie i zbawienie. Zresztą, nawet Słowo Boże ukazuje człowiekowi prawdę o nieskończonej miłości Boga w osobie Mesjasza, który nie tylko przyjmuje na siebie skutki grzechu, ale wręcz „staje się grzechem”, aby człowiek mógł zostać uwolniony od grzechu (por. 2 Kor 5,21). Ta prawda wielu dzisiaj może gorszyć, innych napawać nadzieją i radością, ale takim Jezus objawia się człowiekowi. On po to przychodzi na świata i dlatego wypełnia swoją zbawczą misję, aby ukazać miłość Ojca wobec człowieka. I to nie jest tolerancja wobec grzechu, moralnych skrzywień czy odwróconej hierarchii wartości. Jeśli człowiek nie odkryje prawdziwego obrazu Boga, który sam się jemu objawia, to będzie żył w złudzeniu Boga tolerującego wszystko, wszystko akceptującego i w zasadzie Boga, który niczego nie wymaga.

Dzisiaj, kiedy życie toczy się w epoce postmodernizmu, kiedy wszystko może zostać zrelatywizowane, człowiek potrzebuje stabilizacji nie tylko życiowej, ale także duchowej. A tej może on doświadczyć wówczas, gdy trwa przy Bogu, przy tym, który jest „prawdomówny” (por. J 7,28). Jezus jest niezmienny i tak jak w czasach, gdy chodził po ziemi, tak i dzisiaj jest blisko człowieka, ale także wzbudza różne reakcje w sercach współczesnych. Właściwym pryzmatem, przez który należy spoglądać na Niego i Go poznawać jest Słowo Boże. To jest także ta perspektywa, z której należy patrzeć na swoją codzienność, na swoje życie w każdym jego wymiarze. On jest tym, który pozwala człowiekowi poznać Ojca i Jego miłość: troskliwą, czułą ale też wymagającą, mobilizującą, ojcowską…

A zatem: kim dzisiaj dla mnie jest Jezus Chrystus? On sam o sobie mówi: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.” (J 14,6) Krocząc tą „Drogą”, przyjmując tę „Prawdę” i czerpiąc siły z tego „Życia” wiem, że zmierzam we właściwym kierunku, którego celem jest poznanie prawdziwego Boga i doświadczenie Jego miłości.

 

ks. Dariusz Lewczak SCJ