Może warto zacząć od prawdy, że niekoniecznie chodzi o nawróconego, a o proboszcza w procesie nawrócenia… A rzecz dzisiejsza dotyczy adoracji eucharystycznej, która już od wielu lat praktykowana jest we wspólnotach parafialnych Kościoła Katolickiego w Polsce.

Od dłuższego czasu nie do końca przemawiał do mnie schemat tego nabożeństwa ogólnie przyjęty w różnych parafiach. W I. niedzielę miesiąca często praktykowano adorację, która zastępowała głoszoną homilię – tak być nie powinno… Następnie sama adoracja polegała na tym, że prowadzący odczytywał przygotowane rozważania – często o tematyce zaczerpniętej z czytań mszalnych – przeplatane litanijnymi wezwaniami, na które odpowiadali pozostali uczestnicy nabożeństwa. Nie potrafię stwierdzić, jakie racje przemawiały za tą praktyką, chyba jedynie takie, żeby wierni się nie nudzili. I tym sposobem nasze adoracje eucharystyczne przerodziły się w „przegadane” chwile przed Najświętszym Sakramentem. A tymczasem adoracja wymaga ciszy…

Założyciel Zgromadzenia Księży Sercanów, sługa Boży o. Leon Dehon, tak pisał o adoracji: „Przed Jezusem eucharystycznym trzeba przede wszystkim umieć milczeć. Milczenie serca jest najpiękniejszą adoracją.” W duchowości sercańskiej taki charakter adoracji jest bardzo ważny. Tym bardziej jest ważny we współczesnym świecie, w którym człowiek bombardowany jest milionem informacji i niezliczoną ilością różnego rodzaju bodźców, kiedy żyje w ciągłej pogoni i trosce o lepszy byt materialny. Wielką potrzebą serca jest zatrzymanie się choćby na krótką chwilę. Zauważał to już Dehon: „Milcząca adoracja wynagradza za hałas świata, który nie chce słuchać Boga.” Niejednokrotnie nawet modlitwa osobista potrafi być rzeczywistością „przegadaną”, a powinna być też okazją do tego, aby posłuchać, co Bóg chce powiedzieć do serca konkretnego człowieka. O. Dehon tak o tym pisał: „W ciszy adoracji Jezus przemawia do duszy bardziej niż przez wiele słów.”

Skąd zatem nawrócenie proboszcza? Jest ono owocem wielkopostnych rekolekcji, w których rekolekcjonista mówił, między innymi, o tej duchowej praktyce, której potrzebuje każdy wierzący, aby wzrastać w swojej wierze. Stworzenie okoliczności cichej adoracji w I. niedzielę miesiąca jest taką duchową praktyką dla wszystkich uczestników liturgii. Oczywiście potrzeba też katechezy na ten temat, która będzie niejako wprowadzeniem do adoracji w ciszy, która przecież sama w sobie jest niejako „przedłużeniem Mszy świętej”, jak uczył nas chociażby papież Benedykt XVI w adhortacji Sacramentum Caritatis: „Akt adoracji poza Mszą świętą przedłuża i intensyfikuje to, co dokonało się podczas samej celebracji liturgicznej.” I może na początek nie trzeba długich chwil spędzonych przed Najświętszym Sakramentem. Może wystarczy tylko 10 – 15 minut, ale ten czas nigdy nie będzie stracony, a będzie owocował w codzienności nas wszystkich trwających w milczeniu przed Panem.

Warto zauważyć, że nabożeństw eucharystycznych, w czasie których sprawowane są różnego rodzaju praktyki pobożne jest bardzo wiele: nabożeństwa majowe, czy październikowe, procesje eucharystyczne z pieśniami, czy też czuwania czterdziestogodzinne. Mimo wszystko istotą adoracji jest cisza, w której tworzy się przestrzeń, aby Bóg mógł przemawiać do serca swojego ludu, tak jak zapewnia o tym prorok Ozeasz, mówiący o oblubienicy Boga: „Dlatego chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić do jej serca.” (Oz 2,16) Dzisiaj tą oblubienicą jest wspólnota Kościoła.

 

ks. Dariusz Lewczak SCJ